SANDOR MARAI PIERWSZA MIŁOŚĆ

pm1

Miłość to wdzięczny motyw pojawiający się w literaturze od niepamiętnych czasów. Uczucie „stare jak świat”, budzi w każdym człowieku wiele emocji, także tych skrajnych. Przychodzi niespodziewanie, choć często czeka się na nią całe życie, ale ta najpiękniejsza, pierwsza miłość, pozostaje w pamięci ludzkiej na wiele lat.

Napisana w formie pamiętnika „Pierwsza miłość” to lektura dla koneserów, bowiem pierwszoosobowa narracja i prawie pozbawiona dialogów forma wypowiedzi, może przyprawić mniej wprawionych czytelników o irytację. Tym bardziej, że autorem wspomnień nie jest żaden amant, czy gwiazdor filmowy, tylko nauczyciel łaciny w małym, austrowęgierskim miasteczku, który podług tamtejszych realiów (rzecz bowiem dzieje się w 1912 r.), skończywszy 50 lat, dużymi krokami zmierzał ku jesieni życia. Samotny od zawsze, wiódł uporządkowany tryb życia, którego ramy wyznaczały praca i codzienne spacery. Jednak z nieznanych mu przyczyn przechodzi nagle załamanie nerwowe, czego efektem była rekonwalescencja w jednym z uzdrowisk i próba ukojenia nadszarpniętych nerwów. Powrót do codzienności sprawia, że nauczyciel powoli odzyskuje równowagę emocjonalną, jednak na krótko. Koedukacyjna, ostatnia klasa gimnazjalna, której nauczycielem i wychowawcą przyszło mu zostać, to nowe doświadczenie, które od początku budziło w nim pewne obawy i wątpliwości. Jak się okazało, słusznie, gdyż w pewnym momencie spostrzegł, iż jedna z uczennic - Maigrit, wzbudza w nim uczucie, którego dotychczas nie znał. Dojrzały samotnik zakochuje się nagle w nastoletniej dziewczynie, która na domiar złego, jest obiektem westchnień jednego z najlepszych uczniów w klasie. Klasyczny trójkąt miłosny, i choć nauczyciel od początku jest na przegranej pozycji, wbrew swemu rozsądkowi podejmuje cichą rywalizację o jej względy.

„Pierwsza miłość”, zdaniem czytelników, to jedna z najsmutniejszych historii miłosnych w literaturze, ale przede wszystkim, jest to książka o uczuciu równie bolesnym jak miłosny zawód. Mowa tu o samotności i przygnębieniu, które przepełniają z pozoru normalne, ustabilizowane życie nauczyciela. Wewnętrzna pustka, swoiste wyobcowanie, sprawiają, iż człowiek ten przeżywa duchowe katusze, a typowa dla ludzi samotnych skłonność do przesadnego analizowania i roztrząsania codziennych spraw, być może była jego największą zgubą. Marai mistrzowsko stworzył portret psychologiczny samotnego 50-latka, wiernie oddając jego rozterki, spostrzeżenia, czy choćby zachowania i nawyki. Jest to o tyle trudne, gdyż Sandor Marai pisząc „Pierwszą miłość” miał zaledwie 28 lat, tym bardziej należy mu się uznanie.

Rozważania nauczyciela spisane w pamiętniku, który prowadził z niezwykłą skrupulatnością i pedanterią, wywołały w klubowiczach uczucie dojmującego smutku. Im bardziej nauczyciel zaglądał w głąb siebie, wspominał trudną, biedną młodość i towarzyszące temu poczucie „gorszości”, czytelnicy nabierali przekonania, że wyniesiony z tamtych lat uraz psychiczny, kompleks, pokutowały w nim przez całe życie, nawet gdy miał spokojną, pewną pracę i statut społeczny. Być może za sprawą tych traumatycznych doświadczeń nigdy nie poczuł się godny, by dostąpić miłości kobiety, dlatego uczucie, które tak niespodziewanie na niego spadło, nigdy nie mogło być spełnione i odwzajemnione.

„Pierwsza miłość” stawia ważnie i trudne pytania: czy każdy człowiek zasługuje na miłość, czy w każdym wieku mamy prawo poddać się uczuciu, a w końcu, jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla miłości? Książka sprowokowała klubowiczów do rozmowy o życiowych wyborach, doświadczeniach, w konsekwencji których ludzie decydują się na samotne życie. Jest to lektura, wobec której nie można pozostać obojętnym, dlatego polecamy ją każdemu, kto szuka w życiu szczęścia i miłości...

Joanna Kisielewicz

DKK Hajnówka