Elfriede Jelinek Amatorki

amatorki1

Elfriede Jelinek, jak nikt inny dotąd, zaczarowała mnie swoją prozą, sprawiła, że grały we mnie skrajne uczucia. Rozłożyła na części pierwsze mój świat i zmusiła do poskładania go na nowo, dokładając, jako niezbędne ogniwo, całkiem nowe spojrzenie na panujące w nim zasady.
Nic nie jest już takie samo.
Wszystko się zmieniło.

„Amatorki” to historia dwóch kobiet wrzuconych w trybiki maszyny zwanej tradycją. W takim świecie kobieta „wychodzi za mąż, albo umiera w inny sposób”. Ale od początku... Najpierw poznajemy Brigitte, dla której spełnieniem marzeń jest zdobycie męża, urodzenie mu dzieci, posiadanie pralki, lodówki, domu i własnego interesu. To wszystko może zapewnić jej Heinz, bo „Heinz ma przed sobą przyszłość, Brigitte nie ma nawet teraźniejszości”. Brigitte, mając więc świadomość, że „gdy nie ma się teraźniejszości, trzeba zadbać o przyszłość”, intensywnie pracuje nad tym, by zdobyć Heinza, bo tylko on da jej to wszystko, o czym marzy… I nie jest tu ważne, że Heinz napawa ją odrazą, że jego rodzice traktują Brigitte jak zło konieczne. Liczy się Heinz. Posiadanie go jest równoznaczne z posiadaniem wymarzonego życia.

Następnie poznajemy Paulę, młodziutką kobietę mieszkającą na wsi wśród drwali i ich żon. Paula ma inne marzenie – chce być niezależna, chce wspiąć się wyżej w drabinie hierarchii klasowej, chce być kimś, zwiedzić świat, chodzić do kina i dopiero potem znaleźć męża – odpowiedniego dla młodej, wykształconej kobiety. Wszystkie te marzenia umierają, gdy Paula zakochuje się w młodym drwalu. Który kocha swój motor. Zmienia swoje priorytety, odrzuca dotychczasowe marzenia, bo teraz liczy się tylko miłość. I ta miłość ją gubi. Zamiast się wznosić, spada w hierarchii na najgorszą pozycję – niezamężnej ciężarnej kobiety, której nikt nie chce. Nawet pierwszy „użytkownik”.

Zatrważający jest opis zasad panujących w wiejskim środowisku drwali. Małżeństwo to „kres życia i początek rodzenia”, początek opieki nad dziećmi, problemów z wiecznie pijanym mężem, problemów z wiecznie pijanym, bijącym mężem. Ale to jest przecież takie naturalne, tak ma być, natomiast nienaturalne jest bycie ciężarną nie-mężatką. Dotąd obojętne środowisko wyszydza, wyklucza, bije i poniża kobietę.

Zarówno Brigitte, jak i Paula pragną miłości. Dla jednej ma być ona środkiem do osiągnięcia zamierzonego celu, dla drugiej to czyste młodzieńcze uczucie, które samo w sobie ma dać jej szczęście. Brigitte świadomie bierze udział w powielaniu schematów, życiu zgodnie z zasadami. Paula swoje marzenia o lepszym życiu przypłaca drastycznym wtłoczeniem w ramy znienawidzonego systemu, przeciwko któremu dotąd się buntowała.

Z mojej perspektywy obie kobiety to postacie tragiczne, choć Brigitte uważa siebie za kobietę szczęśliwą i spełnioną… Zastanawia mnie nieustępliwość systemu, odwieczne powielanie schematów, tak jakby dziewczynki wysączały z mlekiem matki swój los i potulnie się z nim godziły. Wymowna jest w tym kontekście reakcja matki Pauli, gdy ta oświadcza, iż chce się dalej uczyć: „Paula, dlaczego masz mieć lepiej ode mnie”. To zdanie uświadamia mi, że system tak idealnie funkcjonuje dzięki kobietom, to one zamiast się wspierać w zdobywaniu szczytów, ciągną kolejną odważną w dół, podcinając jej skrzydła… dlaczego masz mieć lepiej ode mnie…

Mężczyźni w świecie Jelinek to, krótko mówiąc, bezrozumne potwory, którymi rządzą wszelakiej maści chucie. Nie ma wśród nich ani jednej pozytywnej postaci. Ale i tak kobiety w swej ograniczoności w nich właśnie widzą swoją szansę na dobre życie, bez nich czują się nic niewarte, martwe. Aż chciałoby się zakrzyknąć: STOP! OPAMIĘTAJCIE SIĘ! Można inaczej, TRZEBA INACZEJ!

I tu pojawia się przerażenie, bo nagle człowiek dostrzega, iż większość z nas jest takim trybikiem, działa według z góry narzuconego schematu, posiada odgórnie wyznaczone marzenia, a przy tym paradoksalnie wierzy w swoją wyjątkowość i niepowtarzalność… Elfriede Jelinek, przedstawiając nam historię Brigitte i Pauli, obnaża wewnętrzny, samonapędzający się mechanizm tego świata, sprawia, że – jak wspomniałam na wstępie – po lekturze powieści nic już nie jest takie samo.

„Amatorki” to wielowymiarowa opowieść, w której każdy znajdzie coś, co go dogłębnie poruszy. Każdy akapit niesie ze sobą kolejne pytania, objawienia i wątpliwości, można do nich wracać wielokrotnie i za każdym razem znajdować wcześniej niezauważone tropy interpretacyjne…Dobrym podsumowaniem lektury będą słowa samej autorki: „Opisuję związek między mężczyzną a kobietą jako heglowską relację między panem i niewolnikiem. Dopóki miarą wartości seksualnej mężczyzny będzie praca, sława i bogactwo, a kobiecie jako źródło siły pozostanie tylko jej ciało, młodość i uroda, nic się nie zmieni”.

„Amatorki” powstały w 1975 roku. Nadal są jak najbardziej aktualne.


Anna Pułaska
DKK w Zambrowie