Erica Fischer Aimee & Jaguar

aimee1

Jest rok 1942. Świat ogarnięty wojną. W Berlinie nasilają się prześladowania Żydów – wyznaczone ławki w parku, zakaz chodzenia do kin, teatrów, zakaz poruszania się komunikacją miejską, zakupy artykułów spożywczych tylko w określonych godzinach, rozpoczyna się „oczyszczanie” miasta najpierw pod postacią masowych pozwoleń na emigrację, potem regularnych wywózek Żydów do obozów zagłady...

Niemieccy mieszkańcy miasta żyją w miarę normalnie, w miarę spokojnie, tak, jakby nic złego się nie działo, jakby wojna była gdzieś tam, a nie również tu...

Lilly Wust – żona i matka czworga dzieci – spotyka na swej drodze Żydówkę Felice i nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, jej życie ulega zmianie...

Lilly, żona i matka spotyka Felice, dziewczynę z wyższych sfer. Kobieta żyjąca jak trybik w maszynie, sumiennie wypełniająca wolę narodu, mająca wyjść za mąż i płodzić synów, spotyka młodą, inteligentną, wrażliwą dziewczynę, którą ten sam naród zmusił do rezygnacji ze swych planów, ambicji i marzeń, ograniczył drastycznie prawa i wolność.

Gdy te dwie kobiety przypadkowo się spotykają, zaczyna rodzić się między nimi uczucie – na przekór wojnie, rygorom, prześladowaniom, opinii innych.

Wydaje się, że Felice jest w tym związku bardziej biorcą – ma swój odrębny świat, swoje tajemnice. Dla Lilly ta miłość jest jak grom z jasnego nieba, jak przebudzenie z koszmarnego w swojej monotonii i bezmyślności snu. Zachłystuje się miłością jak wędrowiec, który ostatkiem sił dotarł do oazy. Wszystko, co nie jest związane z Felice, przestaje się liczyć, łącznie z dziećmi, które egzystują gdzieś obok, łącznie z mężem, z którym się rozwodzi, łącznie z wojną, o której stara się zapomnieć. Totalne zatracenie.

Można by się oburzać: jak to? – Niemka pokochała Żydówkę, mężatka lesbijką, przykładna matka – wyrodną matką, porządna obywatelka – nielojalną obywatelką... Jednakże w całym tym szaleństwie widzę piękno, jakim jest obudzenie się do życia przez miłość. Widzę cud odnalezienia się bratnich dusz. Lilly wepchnięta na wiele lat w narzucony odgórnie schemat wyłączyła uczucia, wyłączyła myśli i pragnienia, bezwolnie godziła się na swój los, nie widząc, nie wyobrażając sobie, że to życie może wyglądać zupełnie inaczej, może być pełne miłości, namiętności, entuzjazmu, radości, kolorów i światła, nie dziwi mnie więc, że gdy w końcu po wielu latach chłodu i ciemności świat nagle nabiera barw, Lilly gotowa jest poświęcić wszystko, by tylko móc w tym nowym świecie pozostać, by nie zmarnować ani chwili, by chłonąć szczęście całą sobą, czerpać garściami i nakarmić swoje serce i duszę do syta...

I ja przez chwilę zapominam o ówczesnych realiach, cieszę się ich miłością i trzymam kciuki, aby mogła trwać wiecznie...

Książka ta jednak to nie tylko opowieść o cudzie miłości, choćby nie wiem jak przymykać oczy, to i tak dostrzeże się ogrom tragedii, jakie działy się tuż obok zamkniętego świata Lilly i Felice...

Zaskoczył mnie fakt, jak bardzo przeciętni obywatele niemieccy byli obojętni na to, co działo się wokół nich, zastanowił brak jakiegokolwiek sprzeciwu ze strony Żydów wobec postępującej dyskryminacji, oburzyła zimna i nieustępliwa polityka wobec narodu żydowskiego, obezwładniła świadomość, że zapewne ja w takiej sytuacji, będąc po jednej bądź drugiej ze stron, byłabym równie bezwolna i bezradna.

„Aimee i Jaguar” pozwoliła mi dojrzeć drugie dno w pozornie szalonych poczynaniach ludzi popełnianych z miłości, uświadomiła mi też, jak mało jeszcze wiemy o życiu ludzi w czasie II Wojny Światowej, o mechanizmach nią rządzących i o tym, jak bardzo ludzie potrafią być okrutni, powtórzę więc za Zofią Nałkowską: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”.


Anna Pułaska
DKK w Zambrowie